wtorek, 11 grudnia 2012

Diuna

Dziś Diuna kończy pół roku, od trzech miesięcy jest u nas. Pozaciągała firanki w dwóch pokojach, podrapała krzesła w kuchni, narożnik i fotele, pozbyliśmy się kwiatków, nie będzie choinki w tym roku, budzi mnie wtedy, kiedy najlepiej się śpi, wszelkie ozdoby stojące na komodach zniknęły, jej białe kudełki są na wszystkich ubraniach, przypaliła sobie ogon, napędziła nam stracha wypadkiem... wymieniać dalej? ;)  Ale jedno przedpołudnie bez niej, gdy była na zabiegu, było smętne, bo nie wchodziła mi do garnka jak gotowałam obiad albo nie zaglądała do zmywarki ;) I jak tu tego futra nie kochać??


Zdjęcia: before- zaraz po przywiezieniu jej do domu, after- z wczoraj.

A jak Wasze łobuzy? Sieją zniszczenie, ale nadal są Waszymi pupilami? :)

18 komentarzy:

  1. Kiedyś miałam dwa kotki.Od małego uczyłam je wszystkiego.
    Wiedziały,że na meble wskakiwać nie wolno,reagowały na słowa:"nie wolno","zejdź".
    Kiedy chciały w nocy sikać siadały przy uchu i miauczały,wstawałam i wypuszczałam oknem :))
    Jak chciały wrócić,siadały na parapecie i znów "miau".
    Do domu wołałam po imieniu i przybiegały.
    Jab były głodne szły pod miskę,albo lodówkę i miauczały.
    Mądre,kochane stworzonka.
    Twoja Diuna przypomniała mi kota Filemona.
    Ciekawski, kochany urwisek z niego był :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja bym chciała żeby choć raz Diuna zareagowała na "nie wolno" gdy skacze na ekran tv ;) a ona wtedy obraca się w naszą stronę, popatrzy chwilę jakby zrozumiała i robi to ponownie :D

      Usuń
  2. Jest prześliczna i słodka! Co tam zniszczenia! Przedmioty to rzeczy nabyte, a miłości futrzaka się nie kupi w sklepie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tam firanki, kupi się drugie, ale takiej drugiej Diunki nigdzie nie znajdziemy :D

      Usuń
  3. Ahhh te futra kochane. Moja Lunka też pomogła nam pozbyć się kwiatów i ozdób z miejsc, na które mogła wskoczyć. Teraz ona jest główną ozdobą mieszkania. Na zasłonach z chęcią się bujała, ale tutaj pomogło systematyczne pryskanie ją wodą i od prawie roku zasłon nie rusza. Szczęśliwie mamy jedną komodę, która jest za wysoka na jej skokowe możliwości. :D
    Fotele drapała, mimo dużego drapaka. Kupiliśmy jej dodatkowy taki tekturowy, postawiliśmy obok fotela i teraz mebel ma już spokój. Na drapanie kanapy pomogła gruba narzuta, która jest mocno pozaciągana, ale wolę czasami wymienić nakrycie niż kanapę. Dobrym zakupem była mini kanapa-drapak tekturowy, który zajmuje centralne miejsce na parapecie w salonie.
    Kuchnię kiedy w niej nie urzęduję to zamykam, bo nie lubię jak mi kot po blatach łazi, więc jak gotuję to Lunka na krześle przy stole urzęduje. Spać nam daje do 7 rano, póżniej to już wędrówki po łóżku, włażenie pod kołdrę i mruczenie do ucha się zaczyna. I ma taki głupi nawyk wołania służby żeby kran w łazience odkręcić jak pić chce; zrzuca do umywalki metalową zatyczkę odpływu co na łancuszku jest przymocowana. :D
    A jak ma swoją kocią głupawę to człek ze śmiechu czasami płacze. :] W planach jest dokocenie, to dopiero będzie się działo... :D


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za wyczerpująca odpowiedź :))))))))))) Twoje pomysły są proste, ale skuteczne jak widać. Z tym kranem faktycznie to wszystkie koty chyba tak mają. Słyszałam, że dokocenie to najlepsza metoda żeby łobuz skupił swoją uwagę na koleżce a nie na naszych meblach, ale ja chyba nie zaryzykuję ;)
      Pozdrowienia dla Ciebie i Lunki :)

      Usuń
    2. Dziękujemy :]
      Bo ja się rozgaduję straszliwie o Lunce, w koncu to moje jedyne, rozpieszczone dziecko, co na głowę w przenośni i dosłownie włazi. :D

      Usuń
    3. I prawidłowo. Jak widzisz Diuna też jest tu często, bo to też moje jedyne dziecko ;)

      Usuń
  4. Hahahahahaha :D
    History repeats itself ;D

    Oczywiście, że tak jest, bo koty to łobuzy :)
    Ale właśnie: jeden dzień bez nich i już się inaczej patrzy na te podrapane kanapy i brak choinki.
    U nas na razie jeden łobuz, ale w nowym roku dołączy pewnie do stada nowy futrzak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo i kolejna kocia mama się odzywa :) Szalona Fu i jej dwa koty, to mieszanka wybuchowa ;)

      Usuń
  5. Sto lat Diuna:)
    Ależ dostojnie wygląda na tym drugim zdjęciu, jest cudowna i bardzo drobniutka w porównaniu do naszego Charliego. A jak czytałam opis to miałam wrażenie, że czytam o swoim kocie, nawet ten przypalony ogon się zgadza:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahahaha swietny post!!!!!!! uwielbiam! Happy polroczne Diunko:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Syl :))) (powiedziała Diuna ;) )

      Usuń
  7. O rany! Jakbym o mojej Mili czytała :)
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń